W samym środku pachnącego lasu, gdzie liście szeleszczą nawet wtedy, gdy nikt nie patrzy, mieszkał młody lisek o imieniu Fik. Miał rude futerko i ogon puszysty jak obłoczek. Ale najbardziej wyróżniało go to, że zawsze chciał robić wszystko naraz.
— „Dzisiaj zostanę najlepszym skoczkiem w całym lesie!” — zawołał pewnego ranka Fik.
Ćwiczył skakanie przez kamienie, przez strumyk, przez powalone drzewa. Początkowo świetnie się bawił, ale po kilku nieudanych próbach znudził się i mruknął:
— „Za trudno. Coś innego!”
Następnego dnia postanowił wspinać się jak wiewiórki. Wdrapał się na niski pień, zsunął się i podrapał łapki. — „Wspinaczka jest głupia!” — rzucił i pobiegł w drugą stronę.
Przez kolejne dni próbował latać jak sowa, śpiewać jak ptak, tropić jak borsuk. Ale niczego nie kończył. Zawsze chciał iść dalej, zanim zdążył się czegoś nauczyć.
Z każdym dniem był coraz bardziej zmęczony. Jego ogon stracił puszystość, oczy miał smutne, a inne zwierzęta zaczęły się niepokoić.
— „Fiku, czemu jesteś taki ponury?” — zapytała mała sarenka.
— „Bo nic nie potrafię robić dobrze...” — westchnął lisek i schował się pod krzakiem.
Tego wieczoru Fik usiadł sam nad strumykiem. Słuchał plusku wody i patrzył w niebo. Nagle obok usiadła stara żaba. Miała wielkie oczy i mówiła bardzo cicho.
— „Dlaczego nie śpisz, lisku?”
— „Próbuję tylu rzeczy, a w niczym nie jestem dobry” — powiedział Fik. — „Inni potrafią coś robić, a ja tylko zaczynam i rezygnuję.”
Żaba popatrzyła na niego spokojnie.
— „Nie każdy musi robić wszystko. Wybierz coś, co naprawdę lubisz, i rób to po trochu. Codziennie. Wtedy stanie się to twoje.”
Fik zamyślił się. Po raz pierwszy nie poczuł się gorszy, tylko spokojny.
Następnego dnia rano wstał wcześnie i powiedział do siebie:
— „Od dziś będę kopać. Lisy to potrafią. Przez cały tydzień — tylko to.”
I tak zrobił. Nie zawsze było łatwo. Tunel się zawalił. Ziemia sypała się do nosa. Ale Fik nie przestawał.
Z dnia na dzień jego norka była większa, głębsza, wygodniejsza. Inne zwierzęta przychodziły, by popatrzeć. A Fik nie próbował już ich imponować — po prostu robił swoje.
Wieczorem leżał w swojej nowej norce i uśmiechał się do siebie. Po raz pierwszy czuł, że jest sobą, a nie kimś, kto musi coś udowadniać.
Morał:
Nie musisz robić wszystkiego naraz. Czasem wystarczy jedna rzecz, ale robiona z sercem i cierpliwością.
Komentarze