W pewnym wielkim mrowisku, ukrytym pod korzeniem starego dębu, żyło tysiące pracowitych mrówek. Od świtu do zmierzchu nosiły liście, budowały tunele i dbały o zapasy. Wszystko miało swój porządek, a każda mrówka wiedziała, co ma robić.
Ale była tam jedna, która czuła, że to nie dla niej.
Nazywała się Mila.
Mila nie była leniwa — potrafiła pracować jak każda inna mrówka. Ale gdy reszta zadowalała się kolejnym listkiem do magazynu, Mila patrzyła w niebo i zastanawiała się:
— Czy to już wszystko? Czy życie to tylko praca i więcej pracy?
Pewnego dnia, zamiast iść do pracy jak zwykle, Mila skręciła w zupełnie inną stronę tunelu. Wyszła na powierzchnię i pobiegła w głąb lasu. Po raz pierwszy w życiu robiła coś, czego nie zaplanowano, i czuła się… wolna.
Spotkała żuka, który toczył kulkę błota i gwizdał wesołą melodię.
— Dlaczego to robisz? — zapytała.
— Bo lubię! Każdy dzień jest inny. — odpowiedział żuk.
Mila była zdziwiona. Przez kolejne dni spotykała biedronkę malarkę, która malowała kamienie, świerszcza muzyka, który grał koncerty na źdźbłach trawy, i motyla, który mówił:
— Szczęście to robić to, co sprawia, że twoje skrzydła chcą tańczyć.
Ale z czasem Mila poczuła coś dziwnego. Choć las był piękny, a dni wolne, zaczęło jej brakować… mrowiska. Brakowało jej pracy ramię w ramię z siostrami. Brakowało porządku. Brakowało sensu.
Wróciła więc do gniazda. Mrówki patrzyły na nią z niedowierzaniem, ale nie pytały, gdzie była. Dały jej łopatkę, jakby nic się nie stało.
Tego wieczoru Mila stanęła na wzgórku przy wejściu do mrowiska. Spojrzała na las, potem na swoje siostry.
I zrozumiała coś ważnego:
Szczęścia nie trzeba szukać daleko. Czasem trzeba tylko odejść, żeby zauważyć, że już się je miało.
Od tamtej pory Mila pracowała dalej, ale z uśmiechem. Bo wiedziała, dlaczego to robi. A czasem, w wolnej chwili, znikała na chwilę — żeby nie zapomnieć, że mrówka też może mieć marzenia.
Koniec.
Komentarze
Bardzo fajna bajka.