W pokoju panowała cisza. Marysia spała smacznie w swoim łóżku, a obok niej wiercił się przez sen jej młodszy braciszek – Marcyś.
Każdej nocy, gdy tylko dzieci zasypiały, w pokoju działy się niezwykłe rzeczy. Zabawki rozpoczynały swoje nocne życie.
Pluszaki pilnowały śpiących dzieci, strzegąc ich snów i odpędzając złe myśli. Gdy któreś z dzieci zaczynało się budzić, jedna z zabawek natychmiast dawała znać innym, by wracały na swoje miejsca. Zawsze musiały zdążyć, zanim któreś z rodzeństwa otworzy oczy.
Tej nocy pierwszą wartę pełnili królik Tuptuś i tygrysek Wąsik. Tuptuś czuwał przy Marysi, a Wąsik przy Marcysiu.
Chłopiec spał niespokojnie, kręcił się i mamrotał coś przez sen. Wąsik ostrożnie wspiął się na łóżko, przytulił go do siebie i pogłaskał po zaróżowionym policzku. Potem nabrał odrobinę magicznego pyłu i delikatnie dmuchnął w stronę chłopca.
– Już dobrze, Marcysiu... – wyszeptał. – Niech przyśni ci się mały, uroczy piesek.
Czary Wąsika zadziałały. Marcyś przestał się wiercić, uśmiechnął się i pogrążył w pięknym śnie o brązowym szczeniaku, merdającym ogonkiem. Wąsik odetchnął z ulgą i roześmiał się cicho – tak, by nie zbudzić chłopca.
Tymczasem inne zabawki zajęły się swoimi sprawami. Lalki Marysi – Błękitnooka i Stokrotka – otworzyły domek dla lalek, by przygotować mały pokaz mody.
– Wyglądasz zachwycająco, Stokrotko! – pisnęła Błękitnooka. – Róż tej sukienki idealnie podkreśla twoje oczy. Zrobię ci jeszcze dwa warkocze i przewiążę je różową wstążką.
– Świetny pomysł! – Ucieszyła się Stokrotka, odgarniając włosy.
Kilka chwil później fryzura była gotowa – warkocze lśniły w świetle lampki nocnej, a Stokrotka wyglądała jak prawdziwa gwiazda.
– Teraz twoja kolej. – Uśmiechnęła się lekko. – Włóż sukienkę w kolorze nieba, a ja wymyślę fryzurę idealną dla ciebie.
Obie roześmiały się i zaczęły nucić cichutką piosenkę o przyjaźni, która niosła się po pokoju jak delikatny szept.
Tymczasem na dywanie szykowały się prawdziwe emocje – autka Marcysia postanowiły urządzić wyścigi. Zawsze sprzeczały się, które jest najszybsze – tak samo było i tym razem.
– Wszyscy wiemy, że to ja wygram – oznajmiła dumnie czerwona wyścigówka.
– A niby dlaczego? – zapytał zielony jeep.
– No przecież czerwone samochody zawsze są najszybsze! Każdy o tym wie!
– Wcale nie! – zaprotestował jeep. – Zielony to kolor zwycięzców!
– Ale to ja jestem wyścigówką. Zostałem stworzony po to, aby wygrywać wszystkie wyścigi!
– Ciszej, ciszej – wtrącił pomarańczowy autobus. – Kłótnie nic nie dadzą. Jest tylko jeden sposób, aby się przekonać, który z was jest szybszy. Musicie zrobić wyścig.
– Okej – zgodnie stwierdziły autka, kiwając swoimi maskami.
Czerwona wyścigówka groźnie zaryczała silnikiem, dając przeciwnikowi do zrozumienia, że nie zamierza się poddać. Zielony jeep natychmiast poszedł w jej ślady.
– Tutaj będzie start. – Autobus za pomocą kolorowej skarpetki Marcysia wyznaczył na dywanie równą linię. – Pojedziecie aż do domku dla lalek, objedziecie go i wrócicie.
Czerwona wyścigówka i zielony jeep ustawili się zaraz za skarpetką. Spojrzeli na siebie, obaj wyraźnie podekscytowani. Uwielbiali ścigać się między sobą.
– Gotowi? Do startu... START! – zawołał pomarańczowy autobus.
Samochody ruszyły jak burza. Na początku jechały łeb w łeb, ale po chwili wyścigówka zaczęła wysuwać się na prowadzenie. Jeep dodał gazu, warcząc głośno.
W tym samym czasie zaniepokojony Wąsik zauważył, że Marcyś znowu zaczyna się wiercić.
– Cicho tam! – zawołał do samochodów. – Zaraz się obudzi!
Ale hałas silników był zbyt głośny i nikt nie usłyszał jego wołania.
Czerwona wyścigówka była już prawie na mecie, a zaraz za nią zielony jeep. Różnica była naprawdę niewielka, więc jeep dodał jeszcze więcej gazu.
– Mam cię. – Zielony jeep uśmiechnął się szeroko, doganiając rywala.
– Alaaaaarm! – W końcu do uszu wszystkich zabawek doleciało wołanie Wąsika.
Niestety było już za późno. Marcyś siedział na swoim łóżku i z niedowierzaniem przyglądał się wyścigom.
– Wy... żyjecie? – zapytał, przecierając zaspane oczy.
W pokoju zapadła cisza. Zabawki zamarły.
– No... właściwie to... – Wyścigówka nie wiedziała, co odpowiedzieć.
Nigdy wcześniej nie zdarzyła się podobna sytuacja. Do tej pory zabawki zawsze zdążyły wrócić na swoje miejsca. A teraz zostały przyłapane.
– Ale niesamowite! Nikt mi w to nie uwierzy – Marcyś otwierał oczy coraz szerzej i szerzej. – Marysiu! Obudź się! – zawołał.
– Ciiii – uciszyła go Błękitnooka. – Nie budź siostry, niech sobie śpi.
– Ale chciałem, żeby też was zobaczyła – szepnął chłopiec.
– Jutro opowiesz jej o wszystkim – odpowiedział Wąsik.
Zaraz potem wskoczył na poduszkę, uniósł łapki i dmuchnął odrobiną magicznego pyłu.
– A psik! – kichnął Marcyś.
Magiczny pył zaczął działać od razu. Marcyś zrobił się bardzo senny, położył głowę na poduszce i już po chwili znów znalazł się w krainie snów.
Zabawki odetchnęły z ulgą.
– Nie chcę się już ścigać – stwierdziła czerwona wyścigówka.
– Zgadzam się z tobą – przytaknął zielony jeep. – Lepiej pilnować ciszy niż budzić dzieci.
Wąsik uśmiechnął się i poprawił kocyk Marcysiowi.
– Widzicie? Najważniejsze to wiedzieć, kiedy trzeba przestać.
Zabawki wróciły na swoje miejsca. Domek dla lalek zamknął drzwiczki, samochody ustawiły się równo na półce, a pluszaki otuliły dzieci miękkimi łapkami.
Nad ranem, kiedy pierwsze promienie słońca zajrzały przez okno, Marysia i Marcyś obudzili się wypoczęci. Wszystko wyglądało jak zwykle – zabawki leżały tam, gdzie powinny.
Marcyś spojrzał na swojego tygryska.
– Ciekawe... – mruknął. – Może to był tylko sen?
A Wąsik, siedząc cichutko na poduszce, uśmiechnął się tajemniczo i pomachał łapką, gdy tylko chłopiec odwrócił wzrok.
Bo nawet zabawki wiedzą, że każdy ma swoje obowiązki. Czasem można się bawić, a czasem trzeba odpocząć i dbać o innych – wtedy świat, nawet ten najmniejszy, jest szczęśliwy i spokojny.
Komentarze