Nie każda tajemnica na osiedlu jest straszna. Niektóre są po prostu… trudne do powiedzenia.
A niektóre chowają się głęboko – np. w piwnicy bloku nr 6.
Był środek tygodnia. Trochę pochmurno, trochę nudno. Dzieci kręciły się przy trzepaku bez większego celu.
Basia siedziała na rurze i dłubała w bucie patykiem.
Olek robił testy wiatru do budowy latawca z kurtki.
Bruno grał w kapsle – sam ze sobą.
Daria gapiła się w okna bloku 6.
– Hej, a tamta dziewczyna z turnieju trzepakowego… wie ktoś, jak ma na imię? – zapytała nagle.
– Ta z rudymi warkoczami? – spytał Bruno.
– Nie, ta z czarnymi włosami. Co zrobiła szpagat na rurze.
– Hmm… – Olek się zamyślił. – Chyba… Lena?
W tej samej chwili Lena wyszła z klatki 6. Szła szybko. Głowę miała spuszczoną, ale coś niosła – szarą torbę, trochę za dużą jak na dziecko.
Figa zawarczała cicho.
– Coś się dzieje – szepnęła Basia. – Chodźmy za nią.
Scena: Piwnica bloku 6
Lena weszła do środka, nie zauważając paczki. Drzwi zatrzasnęły się.
Basia, Olek, Daria, Bruno i Figa stanęli pod klatką. Patrzyli po sobie.
– To co, włazimy? – zapytał Bruno.
– Nie jesteśmy włamywaczami – odpowiedziała Daria.
– Ale jesteśmy ekipą – dodała Basia. – I coś tu śmierdzi. I nie chodzi o piwnicę.
Weszli.
W korytarzu piwnicznym było chłodno i pachniało starą farbą. Dzieci szły powoli, w ciszy. Figa prowadziła.
Za zakrętem, przy jednej z komórek, klęczała Lena. Miała łzy w oczach i trzymała otwartą skrzynkę pełną… zniszczonych zabawek.
Basia:
– Lena? Co to? Wszystko ok?
Lena odwróciła się gwałtownie. W jej oczach było coś pomiędzy wściekłością a przerażeniem.
– Wyśmiejecie mnie.
– Nie. Przysięgam – powiedziała Daria. – Ale powiedz, o co chodzi.
Lena milczała. Potem wzięła głęboki oddech.
– To zabawki mojej siostry. Miała ich tysiące. Malowała je, robiła teatrzyki… Ale już tu nie mieszka. Wyprowadziła się po rozwodzie rodziców. A te rzeczy… zostały.
Piwnica nie była już tylko miejscem z pajęczynami. Stała się miejscem, w którym Lena schowała coś więcej niż tylko skrzynkę.
Bruno:
– To nie są „głupie zabawki”. To są… wspomnienia.
Olek:
– Można je naprawić.
Basia:
– Albo użyć. Zrobimy z tego teatrzyk!
Lena spojrzała z niedowierzaniem.
– Serio?
Daria:
– Serio serio.
Tydzień później
Na trzepaku zawisły zasłony z prześcieradeł. Olek skonstruował scenę z desek. Daria robiła bilety. Bruno zajął się promocją („Tylko dziś: Mroczna Lalka kontra Pluszowy Smok!”). A Basia… oddała swoją kurtkę na tło.
Lena reżyserowała. Głos jej drżał, ale z każdym kolejnym słowem nabierał pewności.
Spektakl trwał 9 minut. Sąsiadka z parteru klasnęła. Figa szczeknęła raz. Dzieci siedziały jak zaczarowane.
Nie każda wojna to wojna o trzepak.
Czasem największe bitwy to te, które ktoś toczy w środku.
Dobrze, gdy ma się wtedy ekipę z podwórka.
Taką, która nie wyśmieje. Tylko pomoże. Nawet w piwnicy.
Komentarze