Strona przewinięta w 0 %

Zimowy sen Brunia

Zimowy sen Brunia

W wysokich, nikomu nieznanych górach żył sobie mały niedźwiadek o brązowym futerku. Miał na imię Brunio. Mieszkał w gawrze razem ze swoją mamą niedźwiedzicą. Była zima, a jak wiadomo niedźwiedzie to zwierzęta, które zimą zapadają w długi, zimowy sen.

Tak więc niedźwiadek spał sobie smacznie już od miesiąca. Przytulał się do ciepłego futra swojej mamy.

I nic by się nie zmieniło, niedźwiedzia rodzina spałaby sobie dalej aż do wiosny, ale tym razem los postanowił inaczej. Niedźwiadek nagle kichnął i obudził się. Powoli otworzył zaspane oczy i rozejrzał się po otoczeniu. Jego mama nadal była obok. Wciąż znajdowali się w gawrze, w której ułożyli się do zimowego snu. Nic się nie zmieniło.

Brunio delikatnie trącił mamę swoim małym noskiem. Niestety mama nadal spała głębokim zimowym snem, więc nie zareagowała na zaczepki syna.

– Mamo, mamo wstawaj! To już chyba wiosna – zawołał niedźwiadek, biegając dookoła śpiącej niedźwiedzicy. – Jak wygląda wiosna?

Niedźwiadek uświadomił sobie, że to jego pierwsza prawdziwa wiosna w życiu. Urodził się rok wcześniej, podczas poprzedniego zimowego snu mamy i na wiosnę był jeszcze zbyt mały, żeby cokolwiek zapamiętać. Nie wiedział, czego się spodziewać poza gawrą o tej porze roku.

– Mamo, wstajesz?

Niedźwiedzica nadal nie reagowała, a że Brunio był bardzo ciekawskim niedźwiadkiem, nie miał ochoty dłużej czekać, aż mama wybudzi się ze snu.

Brunio powolutku ruszył w kierunku wyjścia z gawry. Gawra, w której mieszkał z mamą, to była niewielka jaskinia położona wysoko w górach. Niedźwiadek szybko znalazł się przy wyjściu.

Zmarszczył nos w poszukiwaniu nieznanych zapachów. Wiedział, że musi być ostrożny, a na zewnątrz może na niego czyhać wiele niebezpieczeństw. Nie wyczuł jednak nic niepokojącego.

Zrobił jeszcze kilka kroków i stanął ze zdumienia. Cały świat był biały! Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział.

– A więc tak wygląda wiosna? Dlaczego wszystko jest białe? Gdzie jest jedzenie? Smaczne pędy roślin...? – zastanawiał się Brunio.

Zbliżył nos do białej ziemi, dotknął jej i wzdrygnął się, odskakując w głąb jaskini.

– Ale zimne!

Odczekał chwilę, ale nic się nie wydarzyło – chyba nadal nie zagrażało mu żadne niebezpieczeństwo.

Niedźwiadek ponownie zbliżył się do białego puchu pokrywającego świat. To był śnieg, niestety mały niedźwiadek tego nie wiedział. Nigdy wcześniej nie widział śniegu.

Ostrożnie postawił łapkę na zaśnieżonej ziemi. Poczuł chłód, jednak nie był on aż tak intensywny jak po dotknięciu delikatnym noskiem. Po chwili do pierwszej łapy dołączyła druga, następnie trzecia i czwarta. Wszystkie cztery brodziły już w zimnym śniegu.

Brunio zrobił kilka kolejnych kroków, przyzwyczajając się do nowego uczucia. Obejrzał się do tyłu i ze zdziwieniem stwierdził, że w białym puchu zostają jego ślady.

– To dobrze – stwierdził. – Gdy mama już wstanie, będzie wiedziała, gdzie iść.

Nie zastanawiając się dłużej, rzucił się biegiem przed siebie.

Wszystko było dla niego nowe, zupełnie inne niż wcześniej. Nawet na malutkich gałązkach spoczywała śnieżna pokrywa.

Niedźwiadek pobiegał trochę dookoła, ciesząc się swoim nowym odkryciem. Płatki śniegu rozbryzgiwały się lekko na boki pod ciężarem jego łap.

– Ale to jest niesamowite! Mamo, musisz to zobaczyć! – zawołał. Wiedział jednak, że jego mama jeszcze śpi. Poza tym gawra była już dość daleko, więc niedźwiedzica i tak nie mogła go usłyszeć.

W pewnym momencie Brunio poślizgnął się i łapki rozjechały mu się na boki. Na próżno próbował złapać równowagę – było zbyt ślisko. Znalazł się bowiem na zamarzniętym jeziorze.

– Na pomoc! – zawołał niedźwiadek.

Niestety nikt nie usłyszał jego wołania. Tak wysokie partie gór miały niewielu mieszkańców.

Niedźwiadek próbował prostować łapy, ale wciąż nie chciały go słuchać. Po kilkunastu nieudanych próbach poddał się i położył bezradnie na zamarzniętej tafli jeziora. Wołał mamę, jednak śpiąca niedźwiedzica nadal nie słyszała jego krzyków.

Po chwili poczuł zimno spadające na niego z nieba. To były płatki śniegu. Wzdrygnął się, zrzucając z futerka nieprzyjemne drobinki. Niestety to nie pomagało, ponieważ spadało ich coraz więcej i więcej. Po chwili niedźwiadek prawie cały pokryty był już warstwą śniegu. Nie miał siły z tym walczyć.

– Ej, mały! Co ty tam robisz?

Brunio usłyszał czyjś głos. Podniósł mokry łeb i jego oczom ukazał się czworonożny, rogaty stwór. Niedźwiadek krzyknął z przerażenia i próbował uciec, jednak uświadomił sobie, że znalazł się w pułapce. Nie mógł nawet stanąć na śliskiej powierzchni, nie wspominając nawet o ucieczce.

– Oj, widzę, że utknąłeś. Nie bój się mnie, pomogę ci – oznajmił rogacz. – Mam na imię Rimi i jestem kozicą.

Niedźwiadek nie miał wyjścia – musiał zaufać nieznajomej. I tak przecież nie mógł uciec.

– Nie mogę wstać – żałośnie jęknął Brunio. – Cały czas się ślizgam.

– Nic dziwnego. Wszedłeś na lodowisko. Zimą tworzą się takie śliskie powierzchnie na jeziorach i najbezpieczniej jest ich unikać.

– To jak mam się wydostać?

– Poczekaj chwilę – mruknęła Rimi i oddaliła się.

– Nie zostawiaj mnie tu! – zawył niedźwiadek. – Boję się!

Brunio rozpłakał się, ponieważ znowu został sam.

– Nie płacz, już jestem. – Kozica ostrożnie zbliżyła się do krawędzi zamarzniętego jeziora. Rzuciła w stronę niedźwiadka gałęzie jodły gęsto pokryte igłami.

– Postaw na tym łapę – poleciła Rimi. – Nie powinna się ślizgać.

Brunio wciąż pociągając nosem, delikatnie postawił łapę na gałązce. Poruszał nią na boki. Kozica miała rację – mógł wreszcie stanąć. Po chwili do pierwszej łapy niedźwiadka dołączyły pozostałe. Brunio wreszcie stał stabilnie.

– Bądź ostrożny i powoli do mnie podejdź. Tu jest już bezpiecznie.

Mały niedźwiadek ruszył ścieżką zrobioną z iglastych gałęzi. Po chwili był już na bezpiecznym brzegu jeziora. Udało się!

– Hurrra, jestem wolny! – ucieszył się Brunio. – Dziękuję ci za pomoc.

– Drobiazg. Masz szczęście, że tędy przechodziłam. Jeszcze chwila i mógłbyś zamarznąć. A gdzie jest twoja mama? – zainteresowała się Rimi. –  Małe niedźwiadki nie powinny wędrować same. Szczególnie zimą.

– Zimą? – zdziwił się niedźwiadek. – To nie jest wiosna?

– Oczywiście, że nie. Wiosną jest ciepło i przyjemnie, rośliny budzą się do życia, a niedźwiadki takie jak ty budzą się z zimowego snu. Teraz jest zimno i biało, wszędzie leży śnieg. Tak wygląda zima.

– Czyli obudziłem się za wcześnie? Jak to możliwe? – Brunio przestraszył się nie na żarty.

– To się czasem zdarza. Chodź, zaprowadzę cię do twojej mamy. Wiesz gdzie jej szukać?

– Na śniegu zostawiłem ślady. Muszę tylko po nich wrócić.

Niedźwiadek był dumny ze swojego pomysłu. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu śladów. Jednak jedyne, jakie zobaczył, to świeże ślady Rimi i te, które sam zostawił po wydostaniu się z tafli jeziora.

– Gdzie one są? Przecież pamiętam, że tu były – zaniepokoił się.

– Spadł świeży śnieg i wszystkie zakrył. W ten sposób nie dotrzemy do twojej mamy. Pamiętasz może, z której strony przyszedłeś?

Brunio ponownie się rozejrzał. Wszystko wydawało mu się takie same. Ze smutkiem pokręcił głową.

– Wszystko jest białe! Nie poznaję tego terenu. Nie wiem, gdzie jestem. Nie wiem, gdzie jest moja mama. Zgubiłem się!

– Znam kilka jaskiń w najbliższej okolicy. Sprawdzimy je wszystkie. W którejś musi być twój dom. Nie mogłeś odejść za daleko – rozsądnie stwierdziła Rimi.

– Dobrze – zgodził się Brunio.

Kozica ruszyła przed siebie, a niedźwiadek nieśmiało podążył za nią. Wciąż jeszcze pochlipywał pod nosem. Bał się, że już nigdy nie znajdzie swojej mamy.

Sprawdzili dwie jaskinie, żadna jednak nie była tą, której szukali. Gdy zbliżyli się do trzeciej, Brunio poczuł znajomy zapach.

– To musi być gdzieś tutaj, czuję to! – zawołał radośnie. – Maaaaamooooo! Maaamooo!

Po chwili niedźwiadek i kozica usłyszeli głośny ryk za plecami. Odwrócili się. Ich oczom ukazała się groźnie wyglądająca niedźwiedzica.

– Brunio! Co ty tu robisz? Wszędzie cię szukałam!

– Przepraszam... – wyjąkał niedźwiadek. – Chciałem zobaczyć wiosnę, a ty jeszcze spałaś. Więc wyszedłem i...

– Brunio utknął na lodzie. Na szczęście go znalazłam i zdołałam uwolnić – dokończyła kozica. – Proszę się na niego nie gniewać. To dobre dziecko, planował wrócić do gawry po śladach. Niestety świeży śnieg mu to uniemożliwił, dlatego razem pani szukaliśmy.

– Dziękuję za uratowanie syna.

Niedźwiedzica ukłoniła się pomocnej kozicy. Następnie wyściskała małego niedźwiadka.

– Wracamy do domu. Podziękuj grzecznie za pomoc.

– Dziękuję! – zawołał niedźwiadek.

Po tej przygodzie wspólnie z mamą wrócił do ciepłej gawry, aby kontynuować swój zimowy sen. Tym razem zamierzał naprawdę spać aż do wiosny. Do czasu, gdy na dworze będzie ciepło, zielono i bezpiecznie.

Autor: Patrycja D

Zaloguj się, aby wystawić ocenę i komentarz.
Kliknij tutaj

☕ Postaw kawę

Twoja opinia

Average: 0
Rating Count: 0
You Rated: Not rated

Please log in to rate.

Brak ocen

Może spodoba Ci się też:



Komentarze