Strona przewinięta w 0 %

Balonowa katastrofa

Balonowa katastrofa

To był wietrzny dzień. Na osiedlu wszystko tańczyło – firanki w oknach, reklamówki porwane z kosza i nawet czapka sąsiada z klatki 7, która przeleciała nad trzepakiem.

Właśnie tego dnia dzieci szykowały się do majówki. Miało być wspólne grillowanie, sałatki, ciasta, a paczka dostała najważniejsze zadanie: dekoracje i konkursy.

Basia przejęła dowodzenie. Miała w ręku starą teczkę, a w niej najważniejszy skarb – kartkę z planem wszystkich zabaw, jakie przygotowali.

Było tam wszystko:

  • wyścigi w workach po ziemniakach,

  • konkurs na najśmieszniejszą minę,

  • mini-teatrzyk z Figą w roli głównej,

  • a nawet niespodzianka Olka – „rakieta z balonów”.

– Bez tej kartki nikt nie uwierzy, że mamy wszystko ogarnięte – mówiła Basia z powagą. – Dorośli pomyślą, że tylko biegamy i krzyczymy.


Balony rosły jeden po drugim. Olek ciężko sapał przy pompce, Daria wiązała węzełki tak szybko, że aż palce bolały, a Bruno co chwilę coś liczył, ale zawsze gubił rachubę.

– Pięćdziesiąt… nie, dwadzieścia… dobra, dużo! – oznajmił.

Wtedy wpadł na pomysł, żeby kartkę z planem przywiązać do jednego z balonów.
– Żeby się nie zgubiła – powiedział dumnie.

Sekundę później mocniejszy podmuch wiatru porwał balon. A wraz z nim… całą kartkę.

– NIEEEE! – krzyknęła Basia. – To nasz plan! Nasze zabawy!

Balon poleciał wysoko nad trzepak, zawisł na chwilę na gałęzi, a potem pognał w stronę garaży.


Pogoń ruszyła natychmiast.

Najpierw przez piaskownicę, gdzie Bruno poślizgnął się na plastikowej łopatce i wpadł prosto w górkę piasku.
– Ratujcie mnie! – wrzeszczał, machając nogami.
– To nie film akcji, tylko piaskownica! – syknęła Basia, wyciągając go za rękę.

Balon pofrunął dalej, tym razem w stronę boiska. Na murawie grała starsza ekipa chłopaków. Balon zatrzymał się nisko przy bramce.

– O, patrzcie! – zawołał jeden z nich. – Balon z listem miłosnym!
– Oddajcie! – krzyknął Olek. – To nasz plan majówkowy!
– To przyjdźcie i sobie weźcie – odpowiedzieli z uśmiechem.

Chłopcy zaczęli śmiać się i podawać sobie balon jak piłkę. Jeden kopnął za mocno i balon z kartką poszybował wysoko, a potem poleciał dalej za boisko, unosząc się nad osiedlem.


Kolejny przystanek: sklepik spożywczy. Balon wpadł przez otwarte drzwi, a dzieci wbiegły zaraz za nim, przewracając stojak z chipsami.
– Co wy znowu wyprawiacie?! – zawołała pani Hela zza lady.
– Goni-my… plan! – sapnął Olek.
– Plan to się trzyma w domu, a nie puszcza na wiatr! – krzyknęła ekspedientka i wygoniła ich na zewnątrz.

Balon wymknął się przez tylne okno i powędrował nad trzepak.


Na końcu poleciał w stronę ławki, gdzie siedziała babcia Jadzia. Gołębie poderwały się, a ona w ostatniej chwili złapała uciekającą kartkę, która już prawie się odwiązała.

– To wasze? – spytała z uśmiechem. – Ładnie to macie rozpisane. Ale brakuje jednej zabawy.

– Jakiej? – zdziwiła się Basia.

Babcia Jadzia wzięła długopis i dopisała na dole:
„Taniec pod blokiem – prowadzę ja.”


Majówka udała się znakomicie. Były wyścigi, teatrzyk Figii, a na koniec – taniec babci Jadzi, który rozruszał całe osiedle.

A paczka nauczyła się jednego:
ważnych rzeczy nie przywiązuje się do balonów.

Choć – jak podsumował Bruno
– Bez tej katastrofy nie byłoby takiej zabawy.

Autor: Krzysztof B

Zaloguj się, aby wystawić ocenę i komentarz.
Kliknij tutaj

☕ Postaw kawę

Twoja opinia

Average: 5
Rating Count: 1
You Rated: Not rated

Please log in to rate.

Średnia ocena: 5.00 / 5

Może spodoba Ci się też:



Komentarze