Strona przewinięta w 0 %

Deszczowy dzień

Deszczowy dzień

Słońce od rana kryło się za gęstymi chmurami. Spadały z nich duże krople deszczu. Kap. Kap. Kap. Dźwięk kropli uderzających o dach niósł się po całym domu.

Kacperek zjadł na śniadanie tosty z szynką i serem. Zaraz po śniadaniu planował pójść z rodzicami na plac zabaw. Niestety brzydka pogoda popsuła jego plany. Mama nie pozwoliła wyjść chłopcu w czasie deszczu, sama też nie miała na to ochoty.

Chłopiec z utęsknieniem spojrzał przez okno. Świat jednak cały czas był szary i ponury, a mokre krople spadały na wszystko, co było na zewnątrz.

Na zabawki pozostawione poprzedniego wieczoru. Kap. Kap. Na samochody stojące na parkingu. Na dachy sąsiadów. I oczywiście na dach domu Kacperka i jego rodziców. Kap. Kap. Kap.

Kacperek postanowił pobawić się klockami. Wysypał je z olbrzymiego pudła na podłogę w salonie. Chwilę zajęło mu budowanie zamku, jednak zaraz potem uznał, że nie wie, co może z nim zrobić. Rozebrał więc klockowy zamek i zbudował tor jazdy dla swoich samochodzików. Pojeździł autkami po torze, jednak szybko mu się to znudziło.

– Nudzę się – zawołał Kacperek. – Chcę iść na plac zabaw.

– Wyjdziemy, gdy przestanie padać. Teraz musisz pobawić się w domu – stwierdziła mama, krojąc ziemniaki, które przygotowywała na obiad.

– Ale nie wiem czym się bawić. Klocki i autka mi się już znudziły.

– Może poukładasz puzzle? Spróbuj samodzielnie ułożyć te, które dostałeś ostatnio od wujka Alberta. Potem zrobimy zdjęcie i wyślemy wujkowi. Na pewno się ucieszy.

– Dobry pomysł. Wujek będzie dumny, jeśli mi się uda – powiedział Kacperek i odwrócił się w stronę drzwi prowadzących do jego pokoju. Po chwili zatrzymał się i z wahaniem spojrzał na mamę. – Gdzie są te puzzle?

– Powinny być na półce w twoim pokoju – odrzekła z uśmiechem mama, wrzucając przygotowane ziemniaki do garnka.

Kacperek natychmiast pobiegł do swojego pokoju. Sprawdził półkę, o której mówiła mama. Były tam puzzle z kotkami, z wozem straży pożarnej, z leśnymi zwierzątkami i z autkami z jego ulubionej bajki. Wszystkie te puzzle Kacperek już znał i układał niedawno. Te z autkami układał nawet wczoraj i to już chyba piąty raz.

Chłopiec sprawdził jeszcze pozostałe miejsca w pokoju. Niestety nie udało mu się znaleźć puzzli od wujka Alberta.

Ze zmartwioną miną wrócił do salonu. Już chciał powiedzieć mamie, że chyba zgubił nowe puzzle, jednak w tym momencie w salonie pojawił się tata, trzymając w ręku tajemnicze pudełko.

– Tego szukasz synku? – zapytał tata, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.

– Czy to moje puzzle? Skąd je masz?

– Musiałem sprawdzić czy żadnego nie brakuje. – Tata mrugnął jednym okiem w stronę mamy i roześmiał się. Tak naprawdę sam uwielbiał puzzle i układał je w swoim biurze kilka minut wcześniej. – Na szczęście są wszystkie. I całkiem przyjemnie się je układa. Mogę ci pomóc, jeśli chcesz.

– Muszę ułożyć je sam! Chcę się pochwalić wujkowi.

Kacperek wziął pudełko z rąk taty i usiadł na podłodze. Na obrazku był dinozaur z otwartą paszczą, pełną ostrych zębów. Chłopiec bardzo lubił dinozaury. Nawet jego ulubiona czapka z daszkiem ozdobiona była wizerunkiem dinozaura.

Po wysypaniu puzzli z pudełka, Kacperek zaczął je układać. Zaczął od ułożenia ramki, ponieważ to było najprostsze. Wszystkie puzzle potrzebne do ułożenia ramki miały co najmniej jeden brzeg całkiem płaski.

Chłopcu szybko udało się ułożyć całą ramkę. Ze środkowymi puzzlami nie było już tak łatwo i musiał się trochę natrudzić, żeby wszystkie do siebie dopasować. W końcu uśmiechnął się szeroko i klasnął w dłonie.

– Udało się! Mamo, teraz możesz wysłać zdjęcie do wujka Alberta.

Mama z zaciekawieniem spojrzała na ułożony obrazek.

– Wspaniale – pochwaliła synka, wyciągając z kieszeni telefon. Zrobiła zdjęcie dinozaurowi i jednym kliknięciem wysłała je do wujka. – A teraz zapraszam na obiad.

Na obiad były gotowane ziemniaczki, marchewka i panierowane kotleciki. Kacperek zjadł wszystko ze smakiem.

– Było pyszne. – Tata z uśmiechem oblizał usta.

Rodzice wspólnymi siłami powkładali naczynia do zmywarki. Brzęczący dźwięk uderzających o siebie naczyń zwrócił uwagę Kacperka. Coś się zmieniło i chłopiec przez chwilę zastanawiał się, co.

Nastała cisza. No właśnie, cisza! A przecież wcześniej cały czas towarzyszyły mu dźwięki kropel uderzających o dach.

Kacperek z nadzieją podbiegł do okna i wyjrzał na zewnątrz. Wszystko było mokre od deszczu, a na ziemi znajdowały się liczne kałuże. Jednak niebo nie było już szare, a zza chmur nieśmiało wyjrzało słoneczko. Przestało padać.

– Nareszcie – ucieszył się Kacperek. – Mamo, tato, już nie pada! Możemy iść na plac zabaw.

– Dobrze, chodźmy – zgodziła się mama.

Cała rodzina założyła cienkie, przeciwdeszczowe kurtki, na wypadek, gdyby ponownie zaczęło padać.

– Pamiętajcie o kaloszach – przypomniał tata, wciągając na nogi swoją parę.

W takiej pogodzie kalosze były niezbędne, aby nie przemoczyć nóg. Zarówno mama, jak i Kacperek, wzięli przykład z taty i również założyli odpowiednie obuwie. Mama wzięła do ręki jeszcze parasolkę.

Wszyscy byli już gotowi do wyjścia. Tata zamknął drzwi na klucz i cała trójka ruszyła w stronę placu zabaw.

Na miejscu okazało się, że wszystko jest nadal mokre od deszczu. Kacperek nie chciał siadać na mokrej huśtawce ani karuzeli, nie wspominając nawet o zjeżdżalni. Jednak chłopiec nie zraził się, ponieważ wpadł na inny pomysł na zabawę.

Wypatrzył między huśtawkami dużą kałużę, rozpędził się i... Chlup! Woda z kałuży prysnęła na boki, gdy chłopiec wylądował w środku. Kalosze zdecydowanie mu się przydały. Każde inne buty od razu napełniłyby się wodą, jednak kalosze były wystarczająco wysokie, żeby ochronić nogi chłopca. Oczywiście zachlapał również ubrania, ale w tym momencie liczyła się tylko dobra zabawa.

Kacperek skakał wesoło po kałużach, których na placu zabaw było całkiem sporo. Po chwili tata przyniósł mu konewkę, po którą zdążył wrócić do domu podczas beztroskiej zabawy synka.

Chłopiec napełnił konewkę wodą z jednej kałuży, a następnie przelał ją do drugiej. Powtórzył tę czynność jeszcze kilka razy. Bawił się tak do czasu, gdy jedna z kałuż była już zdecydowanie większa od pozostałych. Z uśmiechem oddał konewkę rodzicom i wskoczył do przygotowanej przez siebie wielkiej kałuży na środku placu zabaw. Był dumny z tego, że stworzył aż tak dużą kałużę.

Po wyczerpującej zabawie, Kacperek wrócił z rodzicami do domu. Nie miał już sił, aby bawić się swoimi zabawkami czy układać puzzle. Zgodził się jeszcze na kąpiel, ponieważ po skakaniu w kałużach był wyjątkowo brudny. Następnie zjadł kolację i wyjątkowo zmęczony położył się spać. W nocy śniły mu się kałuże i wieeelkie, zielone dinozaury.

Autor: Patrycja D

Zaloguj się, aby wystawić ocenę i komentarz.
Kliknij tutaj

☕ Postaw kawę

Twoja opinia

Average: 5
Rating Count: 2
You Rated: Not rated

Please log in to rate.

Średnia ocena: 5.00 / 5

Może spodoba Ci się też:



Komentarze
Ocena: ★5