Strona przewinięta w 0 %

Wycieczka do lasu

Wycieczka do lasu

Kacperek od rana nie potrafił usiedzieć w miejscu. Już od kilku dni czekał na tę chwilę, a
dziś wreszcie nadeszła – miał pojechać z tatą na wycieczkę do lasu.
– To już dzisiaj, to dzisiaj! – zawołał radośnie, klaszcząc w dłonie.
Mama właśnie skończyła przygotowywać śniadanie. Na talerzu Kacperka wylądowały
puszyste, waniliowe placuszki i mnóstwo kolorowych owoców: jagody, maliny, truskawki i
banan pokrojony na równe plasterki.
– Co takiego jest dzisiaj? – zapytała z uśmiechem, podsuwając mu jedzenie.
– Jedziemy z tatą do lasu! – odpowiedział chłopiec. Oczy błyszczały mu jak gwiazdy na
wieczornym niebie.
– Ach, racja – przytaknęła mama. – To może spakuję wam jakieś przekąski? Zostało
trochę owoców.
– Dobrze by było – mruknął tata, który właśnie wszedł do kuchni. – Spędzimy tam kilka
godzin, przyda nam się coś na ząb.
Mama przygotowała pojemnik z owocami i kanapki z serem, starannie zawijając je w
papier śniadaniowy. W tym czasie Kacperek i tata pakowali plecak. Włożyli do niego
przeciwdeszczowe kurtki – tak na wszelki wypadek – butelki z wodą, a na koniec smakołyki
podsunięte przez mamę.
– Słońce dziś mocno grzeje, zabierzcie czapki – przypomniała mama.
Kacperek sięgnął po swoją ulubioną czapkę z daszkiem. Była cała zielona, z
uśmiechniętym dinozaurem z przodu. Dumnie założył ja na głowę.
– A gdzie jest moja? – zapytał tata, rozglądając się po korytarzu.
Zaczęły się poszukiwania. Mama poszła do garderoby, tata do sypialni, a Kacperek
pobiegł do salonu. Zajrzał pod kanapę, do szuflady w komodzie, sprawdził nawet w pudełku z
zabawkami. Nigdzie jej nie było.
– Kiedy ostatnio ją miałeś? – zapytała mama.
Tata zmarszczył czoło, próbując sobie przypomnieć.
– Ja wiem! – zawołał nagle Kacperek. – Miałeś ją, jak byliśmy w zoo i oglądaliśmy
małpki! Ale przecież one jej nie ukradły...
Tata aż się roześmiał.
– No tak! A skoro małpki jej nie zabrały, to może została w samochodzie – powiedział.
Wybiegł z domu i po chwili wrócił z uśmiechem od ucha do ucha – na głowie miał swoją
czarno-białą czapkę z daszkiem.
– Znalazłem ją na siedzeniu – oznajmił z dumą.
– Świetnie! – ucieszyła się mama. – Teraz już możecie jechać na wycieczkę.
Obaj założyli wygodne buty, tata zarzucił plecak na ramiona. Mama ucałowała ich na
pożegnanie i pomachała przez okno.
W samochodzie Kacperek usiadł w swoim nowym foteliku. Był z niego bardzo dumny.
Niedawno rodzice wymienili stary, bo tamten zrobił się już za mały – a to oznaczało, że
Kacperek był już dużym chłopcem.
Tata zapiął mu pasy, usiadł za kierownicą i ruszył.
Po drodze Kacperek przyglądał się światu za szybą. Mijali domy sąsiadów, szkołę i
kościół, a potem coraz wyższe bloki i sklepy. W końcu zobaczył szpital. Przed budynkiem
siedziała starsza kobieta na wózku, prowadzonym przez pielęgniarkę.
– To mama pani ze sklepu! – zawołał Kacperek. – Chciałbym jej zanieść owoce i kwiaty,
żeby się ucieszyła.
– To bardzo dobry pomysł – pochwalił go tata. – Odwiedzimy ją jutro.
Gdy wyjechali z miasta, krajobraz zupełnie się zmienił. Po obu stronach drogi ciągnęły
się zielone łąki pełne kwiatów.

– Ale pięknie! – zachwycił się Kacperek.
– Spójrz w prawo – powiedział tata. – Widzisz te czerwone maki? Między nimi siedzi
młody królik.
Kacperek przykleił nos do szyby. Wśród kwiatów rzeczywiście siedziało małe, szare
zwierzątko z długimi uszami i puszystym ogonem.
– Ojej! – szepnął chłopiec.
Królik stanął na tylnych łapach, zmarszczył nos i przez chwilę wpatrywał się w
samochód. W ten sposób sprawdzał, czy nic mu nie zagraża. Potem, uspokojony, zwinął się w
kłębek i wrócił do wylegiwania w ciepłym słońcu.
– Jaki śliczny! – westchnął Kacperek, gdy królik zniknął im z oczu.
– W lesie zobaczymy jeszcze więcej zwierząt. – Uśmiechnął się tata.
Po chwili auto zwolniło. Drzewa stawały się coraz gęstsze, a zapach powietrza – świeży i
wilgotny.
– Jesteśmy na miejscu – ogłosił tata i zaparkował w cieniu wysokich sosen.
– Hurra! – krzyknął Kacperek.
Poczekał, aż tata odepnie mu pasy, a potem wysiadł z samochodu i przeciągnął się z
zachwytem. Wokół rozlegały się śpiewy ptaków, a promienie złotego słońca przebijały się
pomiędzy drzewami, rozświetlając mech i drobne szyszki.
– Pamiętaj, synku, że las to też dom – powiedział tata, spoglądając na niego z
uśmiechem. – Tylko nie nasz, lecz zwierząt i roślin. Dlatego musimy o niego dbać.
Kacperek pokiwał głową, zapamiętując te słowa. Wiedział już, że ta wyprawa będzie nie
tylko przygodą, ale też lekcją o świecie – o tym, że każde stworzenie, nawet najmniejsze, ma
swoje miejsce na ziemi.
Tata wziął Kacperka za rękę i wspólnie ruszyli w głąb lasu. Ścieżka wiła się między
drzewami, a szum liści mieszał się ze stukaniem dzięcioła i pohukiwaniem sowy w oddali.
Kacperek czuł się całkowicie spokojny, bo wiedział, że z tatą nigdy się nie zgubi. Z tatą
zawsze było bezpiecznie.
– Co to za grzybek? – zapytał nagle, wskazując na duży, czerwony kapelusz w białe
kropki.
– To muchomor – wyjaśnił tata. – Piękny, ale trujący. Nie wolno go dotykać, synku.
Kacperek przyjrzał się grzybowi z zainteresowaniem, ale posłusznie odsunął rękę.
Kawałek dalej zobaczył jeszcze dwa podobne i już doskonale wiedział, że nie nadają się do
koszyka.
– O, te grzyby możemy zebrać – powiedział tata, pochylając się nad kilkoma żółto-
pomarańczowymi grzybkami ukrytymi w miękkim mchu.
– Jak one się nazywają? – zapytał Kacperek, zainteresowany.
– To kurki. – Uśmiechnął się tata. – Jeśli znajdziemy ich więcej, mama zrobi na kolację
pyszną jajecznicę.
– Uwielbiam jajecznicę! – zawołał chłopiec.
Kacperek przykucnął i bardzo ostrożnie wyciągał grzyby z ziemi – tak, żeby ich nie
uszkodzić. Tata trzymał otwartą reklamówkę, do której chłopiec z dumą wkładał każdy
znaleziony okaz. Na razie było ich niewiele – stanowczo za mało na kolację dla całej rodziny.
– Poszukajmy więcej – zaproponował z entuzjazmem i ruszył powoli między drzewami.
Wkrótce dostrzegł dwie wyjątkowo duże kurki, a kawałek dalej kilka mniejszych. Z
radością zebrał wszystkie i zaniósł tacie. Reklamówka zaczynała się zapełniać. Pachniało
igliwiem i wilgotnym mchem, a promienie słońca przedzierały się przez liście, tworząc na
ziemi złote plamy.
Nagle tata uniósł dłoń, dając znak, żeby się zatrzymać.
– Cii... – szepnął.

Kacperek zatrzymał się i podążył wzrokiem za palcem taty, który wskazywał na coś w
lesie. Między drzewami, kilka kroków przed nimi, stało zwierzę o smukłych nogach i
jasnobrązowej, nieco rudawej sierści. Na jego głowie sterczały duże, czujne uszy, a z tyłu
miał niewielki, biały ogonek.
– Co to za zwierzątko? – zapytał Kacperek cichym głosem.
– To sarna – odpowiedział tata równie cicho.
Sarna podniosła głowę i przez chwilę nasłuchiwała. Nie zauważyła dwóch postaci
stojących nieruchomo, więc spokojnie wróciła do skubania trawy. Kacperek wstrzymał
oddech. Nigdy wcześniej nie widział sarny z tak bliska – wydawała mu się delikatna i piękna
jak ze snu.
– Lepiej wracajmy – szepnął tata. – Nie chcemy jej przestraszyć.
Złapali się za ręce i ruszyli z powrotem, krok po kroku, powoli, żeby nie narobić hałasu.
Po pewnym czasie obaj poczuli głód. Tata przypomniał sobie o smakołykach w plecaku,
więc znaleźli miękki, zielony dywan z mchu i usiedli. Otworzyli pojemnik z owocami. Były
słodkie i soczyste – jagody, maliny i plasterki banana szybko zniknęły w ich brzuchach.
Kanapki z serem też smakowały wybornie.
– Teraz to jestem gotowy do dalszej drogi – powiedział tata, z zadowoleniem masując się
po brzuchu.
Kacperek roześmiał się i wypił kilka łyków wody. Czuł się szczęśliwy – nie tylko
dlatego, że był w lesie, ale też dlatego, że spędził ten dzień z tatą.
Po drodze znaleźli jeszcze trochę kurek.
– Tato, czy teraz mamy już wystarczająco dużo, żeby mama mogła zrobić jajecznicę? –
zapytał chłopiec.
– Myślę, że tak – odparł tata, spoglądając na reklamówkę, która była do połowy
wypełniona skarbami lasu. – Czeka nas pyszna kolacja.
Kiedy dotarli do samochodu, słońce chyliło się już ku zachodowi. W aucie pachniało
lasem, a na twarzy Kacperka malował się szeroki uśmiech.
W domu mama przywitała ich z radością. Razem oczyścili grzyby i usmażyli jajecznicę z
kurkami. Była naprawdę pyszna. Po kolacji tata spojrzał na Kacperka i powiedział:
– Widzisz, synku, w lesie można znaleźć wiele skarbów. Ale najważniejsze to nie te,
które wkładamy do koszyka, tylko te, które zostają w sercu.
Kacperek przytaknął. Wiedział już, że prawdziwym skarbem była ta wspólna wyprawa,
sarenka, która nie uciekła, i ciepło dłoni taty trzymającej jego własną.

Autor: Patrycja D

Zaloguj się, aby wystawić ocenę i komentarz.
Kliknij tutaj

☕ Postaw kawę

Twoja opinia

Average: 0
Rating Count: 0
You Rated: Not rated

Please log in to rate.

Brak ocen

Może spodoba Ci się też:



Komentarze